VIVA! to nie jest czasopismo dla pani, pani premier

Fot. Fragment okładki magazynu "Viva!"
Wszędzie czytam, że jest afera z Premier Kopacz. Nie jestem pewna, czy to zasługuje na tak mocne słowa, pewna jestem jednak, że dzieje się coś niedobrego. Z marką osobistą Pani Premier.

Kiedy myślimy o marce osobistej, z miejsca staramy się ją wizualizować. Drugi raz w polskiej historii kobieta stoi na czele polskiego rządu i chociaż Ewa Kopacz nie jest politykiem „no name”, to jej marka, zwłaszcza patrząc przez pryzmat mediów, wcale nie wygląda na silną.


Wielkie poruszenie wywołała Ewa Kopacz, a konkretnie okładka pewnego magazynu. Cóż, nie ulega wątpliwości, że pani premier nie do końca tak wygląda, a graficy troszeczkę, delikatnie rzecz ujmując, "zaszaleli" z obróbką zdjęć. Sama Kancelaria wizerunkowo nie pomaga Ewie Kopacz, ponieważ sprzeciw wobec reklamie sklepów, które wypożyczyły ubrania na sesję zdjęciową (po fakcie), pokazuje jedynie, jak słabą znajomość mediów mają zatrudniani w niej pracownicy.

Nie pomaga też sama zainteresowana. Wierzę, że nie miała złych intencji, wierzę, że nie była przygotowana na takie konsekwencje. Tylko, że to niestety nie zwalnia z dbałości o własny wizerunek. Jeśli w obecnych czasach, każdy człowiek powinien świadomie budować swoją markę, tego samego można oczekiwać od zespołu, który z racji swoich obowiązków, powinien nie dopuszczać do takich sytuacji. Nie trudno zgodzić się z opiniami wielu osób, które uważają, że powinny zostać wyciągnięte odpowiednie konsekwencje.

Tłumaczenie urzędników, że redakcja nie uprzedziła Kancelarii o dokładnej treści podpisów pod zdjęciami, tylko potęguje wrażenie o jej niekompetencji i braku elementarnej wiedzy. Kancelaria nie zadbała również o akceptację zdjęć, bo trudno uwierzyć, że zostały one poddane odpowiedniej selekcji. Zasadne jest pytanie, czy urzędnicy zrobili cokolwiek w sprawie przed publikacją.

Pytanie zasadnicze jednak nie brzmi: Czy pani premier powinna mieć twarz zmienioną nie do poznania i ubrania z warszawskich sklepów. Pytanie powinno brzmieć, czy najważniejsza kobieta w państwie powinna być ozdobą lajfstajlowego magazynu?
W mojej opinii nie.

Każda publiczna wypowiedź, wystąpienie, wywiad Pani Premier powinien być poprzedzony odpowiedzią na pytanie czemu ma to służyć i jaki jest tego cel. Czy wzmocnię moją markę czy ulegnie ona "rozproszeniu"? I odpowiedzi już samej Pani Premier na pytanie: jaka jest moja wizja?

I nie chodzi o to by się całkowicie zamknąć przed światem i dla odmiany unikać jakikolwiek kontaktów z mediami. Nie chodzi o to, by "bronić" swojego stanowiska dokonując podliczeń sesji zdjęciowych na przełomie lat. Tylko o świadomy dobór form komunikacji, pamiętając, że komunikacja jest już łatwiejsza jeśli wiemy i jesteśmy pewni co chcemy komunikować.

Premier Ewa Kopacz ma słabych doradców. Niedobrze się stało, to pewne. Pani Premier ma ludzi od tego i ci ludzie, mówiąc bardzo delikatnie, nie podołali. Cała afera ze sporną okładką nie miała by miejsca, gdyby ktoś rozsądny w Kancelarii powiedział: „To nie jest czasopismo dla pani, pani premier”. Tylko i aż tyle.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Ewa Kopacz
Skomentuj