Sprawą zajęła się prokuratura, jednak niezależnie od wyniku postępowania, wizerunek został utracony prawdopodobnie na długi czas. Bo w całej sprawie oburza nie tylko fakt zostawienia psa a to, że w udzielanych wywiadach Kuryło nie miał sobie absolutnie nic do zarzucenia i uważa, że jego działanie było słuszne. Wręcz jest obrażony na tych, którzy krytykują jego zachowanie. (Po ogniu krytyki przyznał się do winy, ale po jakim ogniu!)
W sytuacjach, gdy działanie wywołuje zdecydowany społeczny sprzeciw, stawanie okoniem jest bardzo złą strategią. A wystarczyła odrobina pokory i przyznanie się jak najszybciej do błędu. I wtedy można by pomyśleć o uratowaniu tej marki.
A tak... bardzo długa droga do tego.
